poniedziałek, 11 maja 2015

Smokon II - krótka relacja

Konwenty, ach konwenty! Przyznam szczerze, że moje doświadczenie z tego typu imprezami nie jest zbyt wielkie. Pierwszy mój konwent, któraś z edycji Krakonu, zakończył się powrotem do domu po pierwszym dniu, gorączką i grypą (albo anginą, już teraz nie pamiętam). Potem miałem okazję uczestniczyć w dwóch edycjach Magnificonu, ale to konwent mangowy, zatem bardzo specyficzny (acz bardzo mile przeze mnie wspominany). Całkiem niedawno w krakowskiej Artetece odbyła się czwarta edycja Krakowskiego Festiwalu Komiksu i tam również zawitałem. I spodobało mi się tak bardzo, że kiedy tylko dowiedziałem się, że w tym samym miejscu ma odbyć się druga edycja Smokonu, to wiedziałem, że muszę się tam zjawić. Tak też się stało, a czego tam doświadczyłem opiszę poniżej.
Identyfikator, który pokazuje, że Popkulturowy Serge czuwa ;)



O godzinie 11:00 umówiłem się z Chamem Kulturowym i wspólnie weszliśmy do Arteteki. Tutaj od razu duże zaskoczenie, bowiem okazało się, że pomimo tego, że to właściwie minikonwent, to organizacyjnie stało to na bardzo dobrym i profesjonalnym poziomie. Po pierwsze: każdy dostawał identyfikator, nie tylko prelegenci czy gżdacze (czyli wolontariusze pomagający w obsłudze konwentu), ale też i zwykli uczestnicy. Bardzo duży plus! Do tego poza identyfikatorem, każdy uczestnik dostawał cały zestaw „gadżetów”. Materiały promocyjne wydawnictw i książek, program a także do wyboru „Komiks Fantasy” albo CD-Action. Wybrałem to drugie, bo tytuły, które znajdowały się w tym numerze były dla mnie bardzo interesujące (Vampire The Masquerade: Bloodlines!!!).
Gadżety, które przyniosłem do domu (powtarzające się tytuły to materiał promocyjny i książka sama w sobie, o której dalej)


Okazało się, że na właściwy teren konwentu wpuszczano dopiero od godziny 11:30, więc czas oczekiwania spędziłem na geekowskich dyskusjach z Chamem Kulturowym. Gdy w końcu wybiła właściwa godzina weszliśmy na pierwsze piętro i już tutaj przywitało nas kilku cosplayerów ze świata Star Wars, bardzo miłe pierwsze wrażenie, które idealnie zgrało się z prelekcją od której postanowiliśmy zacząć nasze smokonowe doświadczenie. Jej tematem była historia Sithów. I muszę przyznać, że dowiedziałem się wielu interesujących faktów i prowadzący, czyli Alkern z Brotherhood of Sith zainteresował mnie kilkoma tytułami z EU, które będę musiał sprawdzić w niedalekiej przyszłości.

Kolejną prelekcja, w której uczestniczyłem dotyczyła szaleństwa u Wikingów, i skupiała się na postaciach berserkerów, próbując wyjaśnić psychologiczne objawy jakie towarzyszyły tym nieustraszonym wojownikom. Łukasz Malinowski, który ją prowadził, w bardzo zabawny i przystępny sposób opowiadał o tym wszystkim i widać, że zna on temat bardzo dobrze.

Potem zaś wraz z Maciejem Pitalą i Simonem Zachem wybraliśmy się w podróż przez historię studia Ghibli. Okazało się, że mam masę filmów do nadrobienia, co też wiąże się z tym, że moja lista filmów do obejrzenia niebezpiecznie się powiększa. Bardzo dobra i treściwa prelekcja!

Potem zaś nastąpiła dla mnie przerwa, gdyż stwierdziłem, że trzeba coś zjeść, jeśli człowiek chce dotrwać do końca konwentu, a, że akurat trafiłem na taki moment w programie, że mogłem sobie na to pozwolić, to pognałem spożyć posiłek do domu (szczęśliwie nie było to daleko;) ). Z Chamem Kulturowym umówiłem się na 16:30, tak żeby zdążyć na interesujący nas obu panel dyskusyjny dotyczący postapokalipsy, który rozpoczynał się o 17:00.

Wcześniej załapaliśmy się jeszcze na końcówkę dyskusji dotyczącej zbrodni w literaturze i też było to całkiem interesujące. Natomiast jeśli chodzi o postapokalipsę, to tu było już bardzo ciekawie. Wśród wypowiadających się byli między innymi Andrzej Pilipiuk i Paweł Majka i trzeba przyznać, że sporo ciekawych przemyśleń pojawiło się podczas tej dyskusji. No i dodatkowo to właśnie na panelu postapokaliptycznym wygrałem przedpremierowy egzemplarz książki „Dopóki nie zgasną gwiazdy” Piotra Patykiewicza, która zapowiada się niezwykle intrygująco.


Po tym panelu stwierdziliśmy wspólnie, że chyba czas się zbierać, bo zmęczenie dawało się we znaki i udaliśmy się do Chama Kulturowego by przegadać konwent, podyskutować o starych grach, komputerach i spożyć nieco złocistej zupy chmielowej;)


Generalnie uważam drugą edycję Smokonu za niezwykle udaną. Wypadło to świetnie od strony organizacyjnej, a ponadto sam program był niezwykle interesujący. Myślę, że z pewnością ponownie pojawię się na kolejnej edycji. Polecam z całego serca i mam nadzieję, że spotkamy się tam za rok!:) Na koniec jeszcze zdjęcia ze steampunkowego stoiska, którego sfotografowaniu nie mogłem się oprzeć:


2 komentarze:

  1. A jak stoiska wystawowe? Dało się kupić coś fajnego? :) Trochę żałuję, że nie byłam, ale po Pyrkonie mogłabym być nieco zawiedziona... Tak to jest, jak się przygodę z konwentami zaczyna od największej tego typu imprezy w PL.

    OdpowiedzUsuń
  2. No zestawienie minikonwentu z największym konwentem w Polsce z pewnością byłoby ciężkie i prawdopodobnie wypadłoby na niekorzyść tego pierwszego. Co do stoisk to trochę ich było, aczkolwiek znów, w porównaniu z Pyrkonem, były to niewielkie ilości. Stoisko steampunkowe widać na zdjęciach, ponadto było jeszcze kilka, zarówno z planszówkami i podręcznikami do papierowych RPG, jak i z różnymi gadżetami jak kubki, t-shirty, przypinki itepe;) Jednakże w porównaniu z Krakowskim Festiwalem Komiksu, w ogólnym rozrachunku, było ich mniej;)

    OdpowiedzUsuń