Konwenty, ach konwenty! Przyznam szczerze, że moje
doświadczenie z tego typu imprezami nie jest zbyt wielkie. Pierwszy mój
konwent, któraś z edycji Krakonu, zakończył się powrotem do domu po pierwszym
dniu, gorączką i grypą (albo anginą, już teraz nie pamiętam). Potem miałem
okazję uczestniczyć w dwóch edycjach Magnificonu, ale to konwent mangowy, zatem
bardzo specyficzny (acz bardzo mile przeze mnie wspominany). Całkiem niedawno w
krakowskiej Artetece odbyła się czwarta edycja Krakowskiego Festiwalu Komiksu i
tam również zawitałem. I spodobało mi się tak bardzo, że kiedy tylko
dowiedziałem się, że w tym samym miejscu ma odbyć się druga edycja Smokonu, to
wiedziałem, że muszę się tam zjawić. Tak też się stało, a czego tam
doświadczyłem opiszę poniżej.
![]() |
| Identyfikator, który pokazuje, że Popkulturowy Serge czuwa ;) |
O godzinie 11:00 umówiłem się z Chamem Kulturowym i wspólnie
weszliśmy do Arteteki. Tutaj od razu duże zaskoczenie, bowiem okazało się, że
pomimo tego, że to właściwie minikonwent, to organizacyjnie stało to na bardzo
dobrym i profesjonalnym poziomie. Po pierwsze: każdy dostawał identyfikator,
nie tylko prelegenci czy gżdacze (czyli wolontariusze pomagający w obsłudze
konwentu), ale też i zwykli uczestnicy. Bardzo duży plus! Do tego poza
identyfikatorem, każdy uczestnik dostawał cały zestaw „gadżetów”. Materiały
promocyjne wydawnictw i książek, program a także do wyboru „Komiks Fantasy”
albo CD-Action. Wybrałem to drugie, bo tytuły, które znajdowały się w tym
numerze były dla mnie bardzo interesujące (Vampire The Masquerade:
Bloodlines!!!).
![]() |
| Gadżety, które przyniosłem do domu (powtarzające się tytuły to materiał promocyjny i książka sama w sobie, o której dalej) |
Okazało się, że na właściwy teren konwentu wpuszczano
dopiero od godziny 11:30, więc czas oczekiwania spędziłem na geekowskich
dyskusjach z Chamem Kulturowym. Gdy w końcu wybiła właściwa godzina weszliśmy
na pierwsze piętro i już tutaj przywitało nas kilku cosplayerów ze świata Star
Wars, bardzo miłe pierwsze wrażenie, które idealnie zgrało się z prelekcją od
której postanowiliśmy zacząć nasze smokonowe doświadczenie. Jej tematem była
historia Sithów. I muszę przyznać, że dowiedziałem się wielu interesujących
faktów i prowadzący, czyli Alkern z Brotherhood of Sith zainteresował mnie
kilkoma tytułami z EU, które będę musiał sprawdzić w niedalekiej przyszłości.
Kolejną prelekcja, w której uczestniczyłem dotyczyła
szaleństwa u Wikingów, i skupiała się na postaciach berserkerów, próbując
wyjaśnić psychologiczne objawy jakie towarzyszyły tym nieustraszonym
wojownikom. Łukasz Malinowski, który ją prowadził, w bardzo zabawny i
przystępny sposób opowiadał o tym wszystkim i widać, że zna on temat bardzo
dobrze.
Potem zaś wraz z Maciejem Pitalą i Simonem Zachem
wybraliśmy się w podróż przez historię studia Ghibli. Okazało się, że mam masę
filmów do nadrobienia, co też wiąże się z tym, że moja lista filmów do
obejrzenia niebezpiecznie się powiększa. Bardzo dobra i treściwa prelekcja!
Potem zaś nastąpiła dla mnie przerwa, gdyż stwierdziłem, że
trzeba coś zjeść, jeśli człowiek chce dotrwać do końca konwentu, a, że akurat
trafiłem na taki moment w programie, że mogłem sobie na to pozwolić, to
pognałem spożyć posiłek do domu (szczęśliwie nie było to daleko;) ). Z Chamem
Kulturowym umówiłem się na 16:30, tak żeby zdążyć na interesujący nas obu panel
dyskusyjny dotyczący postapokalipsy, który rozpoczynał się o 17:00.
Wcześniej załapaliśmy się jeszcze na końcówkę dyskusji
dotyczącej zbrodni w literaturze i też było to całkiem interesujące. Natomiast
jeśli chodzi o postapokalipsę, to tu było już bardzo ciekawie. Wśród
wypowiadających się byli między innymi Andrzej Pilipiuk i Paweł Majka i trzeba
przyznać, że sporo ciekawych przemyśleń pojawiło się podczas tej dyskusji. No i
dodatkowo to właśnie na panelu postapokaliptycznym wygrałem przedpremierowy
egzemplarz książki „Dopóki nie zgasną gwiazdy” Piotra Patykiewicza, która
zapowiada się niezwykle intrygująco.
Po tym panelu stwierdziliśmy wspólnie, że chyba czas się
zbierać, bo zmęczenie dawało się we znaki i udaliśmy się do Chama Kulturowego
by przegadać konwent, podyskutować o starych grach, komputerach i spożyć nieco
złocistej zupy chmielowej;)
Generalnie uważam drugą edycję Smokonu za niezwykle udaną.
Wypadło to świetnie od strony organizacyjnej, a ponadto sam program był
niezwykle interesujący. Myślę, że z pewnością ponownie pojawię się na kolejnej
edycji. Polecam z całego serca i mam nadzieję, że spotkamy się tam za rok!:) Na koniec jeszcze zdjęcia ze steampunkowego stoiska, którego sfotografowaniu nie mogłem się oprzeć:










A jak stoiska wystawowe? Dało się kupić coś fajnego? :) Trochę żałuję, że nie byłam, ale po Pyrkonie mogłabym być nieco zawiedziona... Tak to jest, jak się przygodę z konwentami zaczyna od największej tego typu imprezy w PL.
OdpowiedzUsuńNo zestawienie minikonwentu z największym konwentem w Polsce z pewnością byłoby ciężkie i prawdopodobnie wypadłoby na niekorzyść tego pierwszego. Co do stoisk to trochę ich było, aczkolwiek znów, w porównaniu z Pyrkonem, były to niewielkie ilości. Stoisko steampunkowe widać na zdjęciach, ponadto było jeszcze kilka, zarówno z planszówkami i podręcznikami do papierowych RPG, jak i z różnymi gadżetami jak kubki, t-shirty, przypinki itepe;) Jednakże w porównaniu z Krakowskim Festiwalem Komiksu, w ogólnym rozrachunku, było ich mniej;)
OdpowiedzUsuń