wtorek, 15 listopada 2016

Arrival (2016)

źródło: http://cdn2-www.comingsoon.net/assets/uploads/gallery/arrival/cp8v8n0vmaadzn6-jpg-large.jpg



Dzień dobry! Jak obiecałem tak czynię, nadrabiam kinowe zaległości i tym samym dostarczam Wam nowych materiałów do czytania;)

Jeśli spojrzeliście na tytuł posta to już pewnie wiecie o czym będzie traktował niniejszy wpis. Na początku muszę Wam się jednak do czegoś przyznać. Cholernie lubię kameralne, wyciszone kino. Może brzmieć to zaskakująco z ust człowieka jarającego się superbohaterskimi blockbusterami, ale myślę, że jedno absolutnie nie wyklucza drugiego. A dlaczego o tym piszę? Bo właśnie z takim dość kameralnym i wyciszonym kinem mamy do czynienia w przypadku "Arrival" (pozostanę przy tytule angielskim, bo "Nowy początek" brzmi absolutnie fatalnie i nie wiem kto na to wpadł, ale wypada mu serdecznie pogratulować i życzyć szczęścia).

Jak często w kinie sci-fi mamy do czynienia z kosmitami, którzy nie są wrogo nastawieni? Ostatnio rozmawiałem z kimś na ten temat i przyszły nam do głowy dwa tytuły: "E.T." i "A.L.F.". Zauważcie, że obydwa z nich skierowane są raczej do młodszego widza, w filmach "dla dorosłych" kosmici niemalże zawsze dezintegrują, destruują, dekapitują i ogólnie nie są w najlepszych relacjach z rasą ludzką. Tym bardziej urzeka mnie sam koncept z jakiego wychodzi Denis Villeneuve w swoim najnowszym filmie.

Oto bowiem na Ziemi ląduje 12 statków kosmicznych. Nikt nie wie jakie są zamiary przybyszów ani jak się z nimi skomunikować. I tu do akcji wchodzi główna bohaterka, Louise, grana przez Amy Adams. Jest ona specjalistką od lingwistyki i wojsko prosi ją, by spróbowała odszyfrować "język" jakim porozumiewają się Heptapody (bo tak ochrzczeni zostają obcy) i nawiązać z nimi kontakt.
Poniekąd z powodu mojego wykształcenia kwestie lingwistyczne są dla mnie niezwykle interesujące, a i fakt uczynienia z lingwisty głównego bohatera filmu sci-fi jest czymś tak nietypowym i świeżym (pomijam Jamesa "nauczyłem się obcego języka w 2 godziny bo był podobny do staroegipskiego" Spadera w "Stargate" Emmericha). Ale mamy też Jeremy'ego Rennera jako fizyka, który wspólnie z Louise stara się naukowo wytłumaczyć sposób porozumiewania się obcych. ("Kiedy Hawkeye poznał Lois Lane" :D) I tak oto dostajemy 2 godziny filmu, któremu bliżej do filozoficznych rozważań Lema (to porównanie pojawiło się już w kilku innych recenzjach, ale nie sposób go tu nie przywołać) niż do laserów i wybuchów rodem z "Dnia Niepodległości" (znów ten Emmerich :D ). I kurczę, ten film naprawdę dobrze to robi! Obawiałem się nieco, że dostaniemy przeintelektualizowaną wydmuszkę, rozważania o życiu, wszechświecie i całej reszcie. Nic z tych rzeczy! Owszem, w końcówce wkrada się nieco hollywoodzkiego sentymentalizmu, ale jako całość film broni się niespiesznym budowaniem akcji, wyciszeniem i takim właśnie cholernie niehollywoodzkim charakterem, nie popadając przy tym w tony rodem z Paulo Coelho. A scena gdy bohaterka po raz pierwszy widzi ogromny, majestatyczny statek kosmitów - majstersztyk.

W kwestii technikaliów  cieszy to, że efekty specjalne są jedynie tłem i nie przesłaniają fabuły, sam projekt obcych jest kapitalny (bo kto powiedział, że to muszą być humanoidalne istoty?) a i statki nasuwać mogą skojarzenia z czarnym monolitem z legendarnej już "Odysei Kosmicznej 2001" Kubricka. Zdjęcia są świetne, a muzyka bardzo dobrze współgra z obrazem. Aktorsko też jest bardzo dobrze, Amy Adams można lubić lub nie, ale nie można zaprzeczyć, że jest naprawdę dobrą aktorką i kolejny raz to pokazuje (uznajmy, że jej rola Lois Lane w "Batman v Superman" to wypadek przy pracy :D) a i postać grana przez Rennera wzbudza od razu naszą sympatię. No i na drugim planie mamy Foresta Whitakera, który co prawda nie bardzo ma okazję się wykazać, ale pomimo tego jest świetny jak zawsze.

Wyszedłem zatem z kina dość ukontentowany i mogę z czystym sercem polecić Wam seans "Arrival" jeśli oczywiście nie wzdrygacie się na dźwięk słów "Science-Fiction" ;) A nawet jeśli to i tak na Waszym miejscu dałbym tej produkcji szansę, bo tak naprawdę nie jest ona o kosmitach, a o języku i o nas samych.

Ocena: bardzo mocne 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz