Należę do pokolenia, które miało jeszcze okazję chodzić do tzw. salonów gier, w którym mocno zdezelowane maszyny, sprowadzane prawdopodobnie z zachodu, dawały frajdę, której wówczas ciężko było szukać na sprzętach domowych. Grafika 3D dopiero raczkowała, a konwersje z automatów nie dorównywały oryginałom. W tamtych czasach człowiek zagrywał się w takie tytuły jak Mortal Kombat 2 (umieszczony na wspominanej przeze mnie wyżej składance), Asterix od Konami czy absolutne dwa hity salonów: Final Fight i Cadillacs and Dinosaurs. W sumie, poza Mortalem, pozostałe wymienione przeze mnie tytuły należą do niemal wymarłego w swej pierwotnej formie gatunku beat'em up.
I w związku z tym zacząłem się zastanawiać: co takiego się stało, że beat'em upy już nie powstają? Tzn może inaczej, powstawać powstają, ale zmieniły się dość mocno. Jestem staromodnym graczem i mam ogromny sentyment do tytułów 2D, więc za pierwszego winowajcę wspomnianego stanu rzeczy obwiniałbym zastępowanie sprite'ów polygonami i teksturami. Co ciekawe mało która z klasycznych dwuwymiarowych serii bezproblemowo przeszła w 3D, w przypadku niektórych tytułów zajmowało to dłuuugie lata i dopiero po paru podejściach udawało się znaleźć ten "złoty środek" pomiędzy ładną trójwymiarową grafiką i miodnym gameplayem. I jasne, że te oryginalne arcade'owe tytuły nie grzeszyły skomplikowaniem, ale czyż nie w prostocie siła. Easy to learn, hard to master - to była dewiza chyba wszystkich największych automatowych hiciorów. Biorąc pod uwagę, że za każdą kolejną rozgrywkę płaciło się prawdziwymi pieniędzmi, trzeba było jak najwięcej przejść bez straty życia. To się nazywa hardcore gaming!
Ale beat'em upy nie umarły! Ewoluowały dość mocno i wydaje mi się, że wszystkie slashery w stylu Devil May Cry, God of War, czy relatywnie niedawnego Metal Gear Rising: Revengeance są duchowymi spadkobiercami klasycznych arcade'owych chodzonych mordobić, jak zwykło się to określać. I przyznać trzeba, że dają frajdę tak samo wielką jak wspominane przeze mnie wcześniej tytuły sprzed jakichś 20 lat. Co nie zmienia faktu, że jakaś tęsknota za tymi dwuwymiarowymi beat'em upami ciągle gdzieś tam w środku jest. Dowodem na tę nostalgię może być zresztą wydane jakiś czas temu na Steamie Chronicles of Mystara, czyli zremasterowane dwie części arcade'owej napierdalanki w świecie Dungeons and Dragons, którą Capcom, czyli największy mistrz gatunku, wypuścił wiele lat temu.
Udało mi się w czeluściach jutuba znaleźć bardzo fajne zestawienie 10 najlepszych tytułów z tegoż gatunku, więc celem uzupełnienia posta o wartości wizualne wrzucam pod spodem filmik;)
O tym, że ludzie tęknią (a przynajmniej dobrze wspominają beat'em upy) świadczyć mogę takie oczka do widza, jak słynna scena walki z OldBoy'a czy fight z nazistami w teledysku Husselhoffa (o ile tak się to pisze) z Kung Fury. Konwencja wiecznie żywa - czekam na oldschoolową grę w tych klimatach.
OdpowiedzUsuńTeż na to czekam, podobnie zresztą jak czekam na wspomniane przez Ciebie Kung Fury, które jest cudownym powrotem do przeszłości, a przynajmniej na to się zapowiada;)
OdpowiedzUsuń